Proces potentata medialnego z Hongkongu Jimmy’ego Lai w lutym 2026 r. zakończył się najsurowszym wyrokiem w historii. Sąd skazał go na 20 lat więzienia. Wyrok został zwrócony pod zarzutem podżegania do buntu i współpracy z zagranicą. Decyzja kończy lata męki, które rozpoczęły się po aresztowaniu go przez władze w 2020 roku.
Od czasu pierwszego aresztowania Lai większość czasu spędza w izolatce. Warunki izolacji są niezwykle poważne. Według doniesień przebywa on w izolatce, praktycznie odcięty od świata zewnętrznego. Surowe traktowanie podkreśla powagę śledztwa prowadzonego przez władze w sprawie jednego z najgłośniejszych dysydentów w Hongkongu.
Dowody leżące u podstaw wyroku
Oskarżenia te nie opierają się na abstrakcyjnych ideach. Polegają na konkretnych działaniach i spotkaniach. Ważnym dowodem, na który powołuje się prokurator, było spotkanie pana Lai z ówczesnym wiceprezydentem USA Mikiem Pence’em w 2019 r. Spotkanie to stało się kluczowym elementem dla wniosków dotyczących spisku.
Istnieją również dowody potwierdzające twierdzenie, że Lai współpracował z siłami zewnętrznymi w celu destabilizacji regionu. Wyrok z 2024 r. doprowadził do wyroku z 2026 r. Maksymalna kara 20 lat więzienia oznacza całkowity i dożywotni zakaz udziału w życiu publicznym.
Apel rodzinny do społeczności międzynarodowej
Rodzina Lai również milczała. Zwrócili się do społeczności międzynarodowej. Ich cel jest prosty i jasny: wywarcie presji na Chiny, aby go uwolniły. Argument ten opiera się na względach humanitarnych i obawach dotyczących dostępu do wymiaru sprawiedliwości.
Rodzina wierzy, że wpływy międzynarodowe mogą zmienić wynik sprawy. Przyciągają uwagę świata jako dźwignia. Lai przebywa obecnie w więzieniu, gdzie skazanie będzie go kosztować znaczną część życia. Sprawa nadal cieszy się zainteresowaniem za granicą.